Pierwsza wiosenna noc w lesie. Kamperem i rowerem przez Rudy

Pierwszy naprawdę ciepły weekend tej wiosny postanowiłyśmy spędzić dokładnie tak, jak lubimy najbardziej. Kamper, leśny parking, śpiew ptaków zamiast budzika i rowery, które po zimowej przerwie w końcu doczekały się swojego debiutu na bagażniku. Okazało się, że początek sezonu potrafi zaskoczyć nie tylko pogodą.

MIEJSCA I TRASY

Sylwia Bednarek

4/30/20262 min read

17:30 i znowu gonimy zachód słońca

Do Brantołki dotarłyśmy jak zwykle w piątek po pracy. Chyba jeszcze nigdy nie udało nam się wyjechać o tej mitycznej godzinie piętnastej, którą wszyscy wpisują w plan podróży. Zanim spakujesz kampera, dopijesz kawę i przypomnisz sobie o rzeczach, które przecież miały już dawno leżeć w schowku, robi się wieczór.

Na parking leśny wjechałyśmy dosłownie chwilę przed zmrokiem. I dokładnie o to nam chodziło. Zero kempingów, zero sąsiadów za płotem i zero odgłosów miasta. Tylko las, śpiew ptaków i świadomość, że następnego dnia nigdzie nie trzeba się spieszyć.

Kolacja, herbata, cisza, las.

Są takie wieczory, kiedy człowiek uświadamia sobie, że do szczęścia naprawdę niewiele potrzeba. Kubek ciepłej herbaty, kamper, las i absolutna cisza. Żadnych sąsiadów za ścianą, żadnych powiadomień z miasta. Tylko od czasu do czasu słychać było sowę i szelest gałęzi, który za pierwszym razem oczywiście brzmi jak niedźwiedź. Na szczęście po chwili okazuje się, że to po prostu jeż gna gdzieś w ciemności.

Obudziły nas ptaki. Nie alarm w telefonie, nie przejeżdżające samochody i nie sąsiad wiercący od siódmej rano. Ptaki.

Promienie słońca nieśmiało przebijały się przez drzewa, a w kamperze zrobiło się przyjemnie ciepło. Poranna kawa, śniadanie i czas wbić się w ten seksowny kombinezon dla fanów dwóch kółek!

30 kilometrów na rozgrzewkę

Zapakowałyśmy tyłki na rowery i ruszyłyśmy przed siebie. Miało być spokojnie, na rozruszanie nóg po zimie. Skończyło się na trzydziestu kilometrach i uświadomieniu sobie, że kondycja przezimowała chyba razem z rowerem.

Po drodze zatrzymałyśmy się przy stacji kolejki wąskotorowej w Rudach. Aż prosiło się, żeby polatać dronem i cyknąć parę fotek. A że obok była restauracja Rudy Las z naprawdę dobrą kawą... no cóż. Trudno było przejechać obojętnie.

Szwajcaria... tylko trochę bliżej

Już po południu postanowiłyśmy zmienić miejscówkę. Kolejny parking leśny, kolejna spokojna noc, ale nazwa od razu przyciągnęła naszą uwagę:

Szwajcaria Rachowicka.

Brzmi ambitnie.

Nazajutrz ruszyłyśmy pieszo sprawdzić, skąd właściwie wzięła się ta nazwa. I trzeba przyznać, że coś w niej jest. Leśne ścieżki, drewniane kładki, wiszące mostki, schody i niewielkie wzniesienia sprawiają, że spacer jest dużo ciekawszy niż zwykły marsz przez las.

Nie, Alp tam nie znajdziecie.

Ale jak na środek śląskiego lasu, klimat jest naprawdę zaskakujący.

A jeśli chcecie pojechać z nami...

Na blogu mogłam opowiedzieć, jak wyglądał ten weekend. Na filmie możecie go po prostu przeżyć razem z nami. Pokazujemy leśne parkingi, trasę rowerową, kolejkę w Rudach, Szwajcarię Rachowicką i oczywiście mój pierwszy montaż rowerów na kamperze. Uprzedzam tylko, że wtedy nie szło mi to jeszcze tak sprawnie jak dziś.

Film znajdziecie poniżej. Miłego oglądania!

Czas montowania rowerów na bagażniku: 60 minut.

Aktualny rekord: 15.

Ten wyjazd był dla mnie małym przełomem. Po raz pierwszy postanowiłam zabrać rowery na bagażniku kampera. Sam montaż... cóż. Instrukcja wyglądała na prostą. Rzeczywistość uznała, że zabierze mi całą godzinę z i tak napiętego planu wyjazdowego.

Dzisiaj zajmuje mi to piętnaście minut. Widocznie każda umiejętność wymaga pierwszego razu. Nawet jeśli przez większość tego pierwszego razu człowiek zastanawia się, dlaczego producent uznał, że wszystko jest "intuicyjne".

biuro.travelseo@op.pl

travelseo.services@op.pl

+48 532 280 724

travelseo trip services logo
travelseo trip services logo
kamper
kamper

Travelseo Trip Services © 2025 | Wszystkie prawa zastrzeżone | Projekt i realizacja: Travelseo